MX Keys S – więcej przyjemności z pisania

Ta recenzja powstaje nietypowo – piszę coś pierwszy raz na innej klawiaturze niż klawiatura wbudowana w Macbooka. To rewolucja, ale podjęłam się tego wyzwania. W ramach współpracy z Logitech – Women Who Master – otrzymałam klawiaturę MX Keys S. Kiedy otworzyłam kartonik i zobaczyłam opcje konfiguracyjne klawiatury przeraziłam się, że będzie ich znacznie więcej niż było dla myszy MX Master 4. Na szczęście nie! Onboarding tej klawiatury był szybki i przyjemny.
Zacznę najpierw od jednej rzeczy, której się nie spodziewałam i która mnie od razu zaskoczyła. Całe życie pracowałam (przed IT) przy komputerach stacjonarnych z klawiaturami, one domyślnie po prawej stronie zawierają ten zestaw klawiszy z cyframi. Uwielbiałam z nich korzystać i wszystkie liczby wprowadzałam do komputera właśnie tam. Jak przeszłam do IT i zaczęłam docelowo pracować na Macbooku bardzo mi tego brakowało. Po wypakowaniu klawiatury z kartonika od razu ucieszyłam się widząc klawisze z cyframi po prawej.
A dodatkowo mam kalkulator (którego często używam ze względu na sporo pracy z danymi) pod jednym przyciskiem, i przycisk „delete”, którego też zawsze brakowało mi po przejściu na klawiaturę laptopową.
Klawiatura MX Keys S jest szersza i bardziej przestrzenna niż ta wbudowana w laptop, więc potrzebna jest chwilka na przyzwyczajenie. Chyba najtrudniejsze są polskie znaki, bo prawy option wydaje się być znacznie dalej.
Na słowo uznania zasługuje też opcja przełączania klawiatury między urządzeniami. Jednym kliknięciem przełączam się na tablet czy iphone. Jedno kliknięcie i piszę SMS do męża, jedno i wracam do pisania recenzji. Klawiaturę MX Keys S można sparować z trzema urządzeniami i przełączać jednym przyciskiem.
Co więcej, od razu polubiłam się też z przyciskiem do robienia screenów i wycinków. Teraz zamiast skrótu klawiszowego mogę użyć po prostu jednego przycisku i już. Z kolei jest jedna rzecz, której mi brakuje – czytnik linii papilarnych. Korzystam z niego regularnie na moim macbooku do płatności i innych rzeczy, a teraz przy używaniu klawiatury muszę do niego po prostu sięgać. Ale może po prostu już mi się w dupie poprzewracało od dobrobytu.
Kiedy dogadywałam współpracę z Logitech wiedziałam, że chcę, żeby ta inicjatywa maksymalnie wspierała kobiety w naszej społeczności, na naszym serwerze. Udało nam się od razu przygotować kod rabatowy na sprzęt Logitech. Już wtedy wiedziałam, że sprzęty, które trafiają do mnie chcę przekazywać po testach innym osobom z serwera. W planach mamy konkursy, w których będzie można zdobyć sprzęt Logitech, a ta klawiatura, na której stworzyłam tę recenzję została przekazana jednej z Was!
Na dowód – poniżej znajdziecie krótką recenzję od nowej właścicielki [dzisiaj przekazałam klawiaturę kurierowi, czekamy na recenzję <3
No i tutaj pojawiam się ja – nowa właścicielka tej klawiatury. 😊
Przyznam szczerze, że podchodziłam do niej z myślą „okej, klawiatura jak klawiatura, czy to naprawdę może robić aż taką różnicę?”. A jednak robi. Jeśli ktoś na co dzień dużo pracuje przy komputerze, to naprawdę szybko czuje różnicę między przeciętnym sprzętem a czymś, co zostało faktycznie zaprojektowane z myślą o komforcie pracy.
Największe zaskoczenie? To, jak szybko się do niej przyzwyczaiłam. Zazwyczaj zmiana klawiatury oznacza dla mnie kilka dni literówek, wciskania nie tych klawiszy co trzeba i ogólnego irytowania się, bo ręce automatycznie lecą tam, gdzie „było wcześniej”. Tutaj ten etap był naprawdę krótki. Po dosłownie chwili pisanie stało się bardzo naturalne, a sama klawiatura jest po prostu wygodna. Klawisze mają bardzo przyjemny skok – nie są głośne, ale też nie ma tego dziwnego uczucia pisania po płaskiej powierzchni. Wszystko jest dobrze wyważone i przy dłuższym pisaniu naprawdę czuć komfort.
Bardzo szybko doceniłam też jakość wykonania. To jest jeden z tych sprzętów, które po prostu od razu sprawiają wrażenie premium – stabilne, solidne, nic nie skrzypi, nic się nie ugina, wszystko działa dokładnie tak, jak powinno. Niby detal, ale kiedy korzysta się z czegoś codziennie przez wiele godzin, to ma to ogromne znaczenie.
Dużym plusem jest też dla mnie to, że klawiatura jest bezprzewodowa. Może brzmi jak drobiazg, ale jeśli ktoś lubi względny porządek na biurku, to naprawdę robi różnicę – jeden kabel mniej to zawsze sukces 😅 Nie muszę mieć kolejnego przewodu ciągnącego się przez blat, a sama opcja połączenia jest wygodna, bo można korzystać z Bluetooth, podłączyć ją kablem albo przez ten mały odbiornik USB (ten klasyczny „dyngs”, który po prostu wkładasz i działa 😄). Fajnie, że można wybrać opcję, która najbardziej pasuje do Twojego setupu.
Ogromnym plusem okazało się dla mnie też podświetlenie klawiatury. Brzmi jak gadżet, dopóki nie zacznie się z tego korzystać – szczególnie wieczorem albo przy słabszym świetle. To, że klawiatura reaguje na zbliżenie dłoni i sama się podświetla, jest niesamowicie wygodne i po prostu… działa tak, jak powinno. Bez kombinowania.
Funkcja przełączania między urządzeniami też jest super praktyczna. Jeśli ktoś pracuje równolegle na laptopie, telefonie albo tablecie, to możliwość przełączenia się jednym kliknięciem jest naprawdę wygodna. To jedna z tych rzeczy, których człowiek nie uważa za konieczne, dopóki nie zacznie używać – a potem już ciężko wrócić.
No i jest jeszcze taki aspekt, którego trochę się nie spodziewałam – ta klawiatura po prostu sprawia, że praca jest przyjemniejsza. To nie jest funkcja z tabelki specyfikacji, ale serio tak to odbieram. Pisanie jest bardziej komfortowe, wszystko działa płynnie i po kilku dniach łapiesz się na tym, że zwykła laptopowa klawiatura nagle wydaje się dziwnie ciasna i mało wygodna.
Jeśli ktoś dużo pisze, pracuje z Excelem, koduje albo generalnie spędza sporą część dnia przed komputerem, to totalnie rozumiem, skąd tyle dobrych opinii o MX Keys S. To po prostu sprzęt, który realnie poprawia komfort codziennej pracy.
