Gdziekolwiek z Logitech MX Anywhere 3s

Jeszcze rok temu bym nie sięgnęła po żadną mysz twierdząc, że to absolutnie niepotrzebny gadżet, a mój touchpad w macbooku jest totalnie wystarczający. A dzisiaj na moim biurku leżą dwie mysze Logitecha – MX Master 4 i MX Anywhere 3S. Tą pierwszą to już znacie, bo o tak dużej rewolucji w mojej pracy z komputerem nie mogłam nie mówić. Ta druga jest ze mną od niedawna i pewnie pozostanie na długo, głównie dlatego, że ta pierwsza nie mieści się w torbie z laptopem.
MX Anywhere 3S jest w rozmiarze S – czyli mały, czyli wejdzie do torby z laptopem na każde wyjście i wyjazd. 95% pracy wykonuję zdalnie w domu, ALE 5% czasem ogarniam na wyjazdach, gdzie zabieranie mojej MX Master 4 byłoby dla mnie tak samo sensowne jak zabranie dodatkowego monitora. Więc na te 5% mojej pracy poza-domowej, albo poza-biurkowej mam MX Anywhere 3S. I ona faktycznie jest anywhere.
Lubię to, że to jest mniejsza wersja mojej myszy pracowniczej. Mam wszystkie najpotrzebniejsze funkcje ze sobą – przyciski pod kciukiem, których nie muszę szukać; przełączanie się między urządzeniami i ten genialny dwu-trybowy scroll z technologią MagSpeed. Mamo, jeszcze tylko monitor w domu rodzinnym i zacznę tam spędzać znacznie więcej czasu!
Przeglądając zalety MX Anywhere 3S na początku znalazłam info, że pracuje na każdym podłożu. Faktycznie tak jest, nawet na trudnym stole u moich rodziców. Mój kręgosłup nie wybacza ani jednej godziny spędzonej przy pracy przy tym stole. Ale przynajmniej ręka ma teraz dobry komfort. A no i co więcej, całkiem cicho klika, i jest malutka. To co jest mi więcej potrzebne na wyjazd? Stół albo odpowiednie krzesło i dodatkowy monitor.
Konfiguracja MX Anywhere 3S przeszła błyskawicznie, bo Logi Options+ miałam już obcykany. Szybko ustawiłam odpowiednie nastawy zgodnie z MX Master 4 i po prostu zmieniłam mysz. Po prostu, bez żadnych trudności. Uwielbiam sprzęt Apple, bo wszystko działa tak samo i wygląda tak samo. Zdaje się, że Logitech też realizuje tę politykę, bo nie potrzebuję czasu na “przyzwyczajanie się” między jedną, a drugą myszką.
Logitech przekazało mi trzy sztuki MX Anywhere 3S. Jedną na testy dla mnie, jedną na rozdanie dla Was i drugą na konkurs także dla Was. Wzięłam na testy czarną, żeby różową i białą oddać dla kobiecego środowiska Polskich Programistek. Z trudem co prawda, bo różowa jest przepiękna.
——————–
Sprawdźcie, jak myszki sprawdzają się u Dziewczyn, które otrzymały od nas MX Anywhere 3S i podzieliły się swoimi wrażeniami z użytkowania!
Jedna z nich, Dziewanna, tak opisuje swoje pierwsze chwile ze sprzętem:
Przez parę dobrych lat używałam kultowej (podobno) myszki gamingowej. Aż do zeszłego miesiąca, gdy klapa podstawki pod laptopa postanowiła skutecznie przegryźć mysi ogon…
Wielką radość sprawiły mi zatem Polskie Programistki, które we współpracy z Logitech w ramach konkursu przysłały mi mysz MX Anywhere 3S. Ta kabla NIE posiada, więc żadne stalowe szczęki nie są jej straszne. Brak kabla to brak ograniczeń, a w przypadku tego sprzętu także dodatkowe korzyści. Mysz łączy się przez Bluetooth i można ją sparować z trzema różnymi urządzeniami. Przełącza się między nimi wygodnie za pomocą przycisku na spodzie. Po różnych przygodach ze słuchawkami nie jestem wielką fanką Bluetooth, ale tym razem z przyjemnością stwierdzam, że łączność działa naprawdę dobrze. Testuję mysz intensywnie od dwóch tygodni i wszystkie trzy sloty mam już zajęte. Z macOS i z (czasem rozkapryszonym) Linuxem łączy się jak dotąd bezbłędnie.
MX Anywhere 3S to niewielka myszka: według mojej miarki budowlanej ma około 10 × 6,5 cm. Jest dla mnie znakomitą odskocznią od myszy pionowej i klasycznego laptopowego trackpada. Jak mówią fizjoterapeuci (tak, jestem już w tym wieku, kiedy zna się ludzi tej profesji bardzo dobrze): „najlepsza pozycja do pracy przed komputerem to ta następna”. Stosuję się do tej zasady i dbam o ergonomię, używając na zmianę różnych urządzeń. Na tym tle MX Anywhere 3S wypada bardzo dobrze. Plastik na wierzchu w dużej części pochodzi z recyklingu, co cieszy moje ekologiczne serduszko. Jest też przyjemny w dotyku i niegumowaty, co dobrze rokuje na kolejne lata. Nie przepadam za sprzętem z miękkimi powłokami, które po latach robią się nieprzyjemnie kleiste. Tu silikonowe są tylko boczki, dzięki którym mysz dobrze leży w dłoni. Według wiedzy zaczerpniętej od AI silikon ponoć nie starzeje się tak kiepsko. Trzymam cię, droga AI, za słowo!
Bardzo podoba mi się scroll, który działa superpłynnie i ułatwia codzienną pracę. Ma dwa tryby – gładki i skokowy – przełączane przyciskiem. Mysz ma też dwa boczne guziki, domyślnie przypisane do akcji „wstecz” i „dalej”. Używam ich bardzo często, np. przy przeglądaniu dokumentacji projektowej. Co ważne – te przyciski można sobie dowolnie spersonalizować pod wybrane skróty, według własnych potrzeb. Lubię też to, że nie trzeba wymieniać baterii: mysz ma wbudowany akumulator ładowany przez USB-C. Trzyma długo i raportuje stan naładowania przez Bluetooth, więc w widżecie na pulpicie macOS widzę, kiedy trzeba ją podładować.
Ogólnie: bardzo fajny sprzęt, porządnie wykonany, idealny do zastosowań biurowych i – z racji małych rozmiarów, zgodnie z nazwą – do trybu ANYWHERE.
Swoją krótką opinią podsumowującą codzienne użytkowanie podzieliła się z nami również Magdalena:
Mysz na pewno jest bardzo dobrze wyważona i sprofilowana, bo dłoń w ogóle mnie nie boli, nawet gdy siedzę przy komputerze po kilka godzin. Ma mega przyjemny i cichy scroll, więc jak dla mnie – typowego użytkownika – nic więcej nie potrzeba. Gdybym jednak w odległej przyszłości miała wymarzoną pracę w IT, to przełączanie się między trzema urządzeniami na pewno mocno przyspieszyłoby moją pracę.
